Czas Janusza
Morf  |  7 Września 2016  g. 19:27
Każdy z nas zna takiego człowieka. Może to być wujek, sąsiad, kolega, znajomy kolegi. Nazwijmy go umownie Januszem. Mógłby też być Krzysztofem, albo Adamem, ale niech będzie Janusz.

Na godzinę przed meczem reprezentacji Janusz jest podekscytowany, nerwowo szarpie biało – czerwony szalik z logo browaru i zanudza wszystkich dookoła swymi przepowiedniami i analizami spodziewanych rozwiązań taktycznych. Wie wszystko, nie mknie mu żaden szczegół, wszystko mu wskazuje na zwycięstwo naszych. Po rozpoczęciu meczu prezentuje to samo, tylko bardziej i głośniej. Do chwili, kiedy coś pójdzie nie tak. Jeden gol, upływający czas, zaczyna się nerwowe odliczanie upływających do końcowego gwizdka minut. I wtedy Janusz robi nieśmiertelne buch! ręką w stół z okrzykiem: wiedziałem! Mówiłem, że tak będzie! Przecież ten Milik to…. Nawałka (opcjonalnie: Smuda, czy inny Benhakker) tamto…..od razu było widać, że nic z tego nie będzie! Przypominanie Januszowi, że jeszcze godzinę wcześniej „wiedział” coś biegunowo odległego jest bezcelowe i niechybnie prowadzi do obrazy majestatu. Bo Janusz wie zawsze i wszystko, nie myli się nigdy.

Po występie naszej reprezentacji w Kazachstanie nastał w naszym kraju czas takich właśnie Januszów. Najechali fora internetowe, podbili szpalty gazet, zdobyli studia telewizyjne.
Od początku wiedzieli, przewidywali, od dawna widzieli symptomy. Nie dali się omamić propagandzie sukcesu, ani hurraoptymizmowi szefostwa czołowych klubów Starego Kontynentu, co to (Boże, co za naiwniacy, przecież od razu było widać, że ten Krychowiak jest bez formy!) przepłacali za polskich „asów” niczym za jakichś Francuzów. Czas pomyśleć o zmianie trenera, a pewnie i prezesa PZPN, który – tutaj na twarzy Janusza pojawia się drwiący uśmieszek – w całym kraju nie mógł znaleźć lepszego trenera, niż kumpel z reprezentacji. Epidemia dumnego comming outu Januszów polskiego futbolu to materiał na habilitację dla zdolnego socjologa, ale ogólnie daje raczej smutny obraz stanu ducha Polaków. Rozedrganie, diametralne zmiany nastrojów, histeria z powodu jednego meczu – coś jest nie tak. Sami wyśmialibyśmy Niemców, gdyby wpadli w panikę po przegranym z Polską meczu poprzednich eliminacji, ale oni – no właśnie - nie wpadli w żadną panikę i grupę eliminacyjną wygrali. Jasne, trudno o pewność siebie u ludzi, których reprezentacja dopieszczała latami niczym Ramsay Bolton Theona Greyjoya w „Grze o tron”. Ale jeśli jeden mecz, nawet najbardziej nieudany, może spowodować taką depresję, to długa jeszcze przed nami droga do normalności.

Żeby nie było niejasności: poszczególne zarzuty wobec trenera i zawodników są jak najbardziej prawdziwe i nie da się ukryć, że orły Nawałki dały plamę. Były kaprysy, gwiazdorzenie, leczenie leżącego Kazacha nogą (o dziwo, skuteczne), brak skuteczności i dziury w obronie. Co gorsza, był też problem z reakcjami ławki trenerskiej na to, co się działo na boisku. Myślałem, że czasy trenera Smudy, który z rozbrajającą szczerością przyznawał, że nie robił zmian, bo na ławce nie miał wartościowych zmienników, minęły już bezpowrotnie. Takie wyznania muszą bardzo pozytywnie wpływać na samoocenę rezerwowych. Trochę też gubię się w zawiłościach myśli trenerskiej, która dopuszcza możliwość dociągnięcia do końca meczu składu, który słabo sobie radzi i podtrzymuje twierdzenia o ciągłej rywalizacji na poszczególnych pozycjach.

Ale nie w tym rzecz. To był jeden, jedyny, ZREMISOWANY, mecz. Mecz, który niczego nie wyjaśnił w kontekście końcowego układu grupy eliminacyjnej. Można by go podsumować stwierdzeniem, że sami, na własne życzenie, skomplikowaliśmy sobie sytuację. Ponoć nasza drużyna źle się czuje w roli faworyta. No to sobie obniżyła ciśnienie. Jestem dziwnie spokojny, że jeszcze pokażą się z dobrej strony i dadzą nam powody do radości. Może kiedyś, po kilku z rzędu wygranych eliminacjach i dobrych występach turniejowych my również nabierzemy tej niezbędnej pewności siebie, która cechuje kibiców naprawdę mocnych reprezentacji. Póki co możemy się cieszyć z eliminacji, które nabrały dodatkowych rumieńców. Są emocje, jest zabawa.

Mariusz Stepaniuk

 
 
 
 
Klub
M
PKT
BR
1
Górnik Zabrze
11
26
20-10
2
Lech Poznań
10
25
27-9
3
Legia Warszawa
11
23
22-9
4
Pogoń Szczecin
10
21
15-6
5
GKS Katowice
11
18
22-16
6
Wisła Kraków
11
18
17-14
7
Zagłębie Lubin
11
18
13-13
8
Piast Gliwice
11
17
19-17
9
Korona Kielce
11
15
13-18
10
Cracovia
11
12
13-16
11
Motor Lublin
11
12
15-19
12
Jagiellonia Białystok
10
12
13-17
13
Wisła Płock
9
11
9-15
14
Widzew Łódź
11
10
14-15
15
Wieczysta Kraków
11
8
16-21
16
Radomiak Radom
10
8
9-23
17
Śląsk Wrocław
11
6
14-22
18
Raków Częstochowa
11
6
15-26
 
OSTATNI
22.10.2026, 21:00
 
 

0:3

 
NASTĘPNY
25.10.2026, 14:45
 
 

-:-

 
 
 
 
Bramki
Zawodnik
3
Jesus Imaz Balleste
3
Nik Prelec
2
Ousmane Sow
1
Guilherme Manuel Serano Montoia
1
Youssuf Sylla
1
Yuki Kobayashi
1
Sergio Lozano Lluch
1
Kajetan Szmyt
 
 
 
 
Partnerzy
 
 
Darmowy Program PIT dostarcza Instytut Wsparcia Organizacji Pozarządowych w ramach projektu PITax.pl dla OPP
Znajdź nas na:
Partnerzy
 
 
© 2004-2026 jagiellonia.net. Wszelkie prawa zastrzeżone


Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.