Jednak XIII kolejka „ekstraszkapy” okazała się być szczęśliwa dla „Żółto-Czerwonych”, którzy pokonali na stadionie przy ul. Reymonta miejscowych 3:1.
Wynik mógłby wskazywać, że mecz ten był dla „Jagi” lekki, łatwy i przyjemny, ale nic bardziej mylnego. Trener Siemieniec rękoma swojego „awatara” Mikołaja Łuczaka ponownie porządnie zamieszał w pierwszej jedenastce i na boisku ze zwycięskiego składu w Gdańsku pojawiło się zaledwie czterech piłkarzy: Abramowicz, Conceicao, Sow i Imaz.
Pierwsze minuty spotkania wskazywały, iż tak głębokie zmiany w składzie nam nie zaszkodziły. Jagiellonia spokojnie utrzymywała się przy piłce, a gdy tylko przytrafiała się okazja, przeprowadzała groźne ataki. W 8. minucie Jesus Imaz oddał strzał na bramkę strzeżoną przez Mateusza Kochalskiego, który ręką zatrzymał jeden z obrońców „Nieczystej”. Kibice „Żółto-Czerwonych” zamarli w oczekiwaniu, czy przypadkiem i tym razem „faceci w czerni” nie pozbawią nas zasłużonej „jedenastki”. Nic takiego jednak nie nastąpiło i bardzo dobrze sędziujący zawody Damian Sylwestrzak wskazał na „wapno”. Pewnym egzekutorem okazał się sam sprawca „zamieszania”, czyli Jesus. Po prawdzie, Jego strzałowi wiele brakowało do ideału, ale wpadło i to było najważniejsze. W ten sposób Król Imaz ustrzelił swoją setną ligową bramkę w żółto-czerwonych barwach. Choć akurat tego dnia Jagiellonia grała w swoim bordowym komplecie strojów...
Potem na bramkę sił nieczystych strzelali jeszcze „odgruzowany” meczem w Gdańsku Dima Rallis i Ousmane Sow. Ogólnie wydawało się, że nic złego nam przytrafić się już nie może. Zwłaszcza, że po faulu na Dimim (!!!) boisko opuścić musiał podstawowy stoper krakowian Antonio Milic. Jego miejsce zajął Duje Dujmovic, co miało swoje konsekwencje w dalszej części meczu.
O podwyższenie ciśnienia u kibiców „Żółto-Czerwonych” zadbał jednak już przed przerwą Bartuś Wdowik, który w niegroźnej sytuacji zapragnął podać piłkę głową do Sławka Abramowicza z bodaj 30-go metra od bramki. Podanie padło oczywiście łupem Semedo, który uderzył w poprzeczkę, po czym piłka została wybita z linii bramkowej przez jednego z naszych obrońców.
Były to jednak złe początki… jeszcze gorszego. Wprawdzie II połowa zaczęła się od genialnego rajdu Sowa, który oddał strzał wybroniony przez Kochalskiego, podobnie jak dwa kolejne uderzenia naszych piłkarzy. A potem… No właśnie, nie wiem, co nastąpiło potem. Jagiellonia ze sobie tylko znanych powodów postanowiła przestać grać w piłkę! Głupie straty, niecelne podania, ślamazarne poruszanie się po boisku. A przecież „Trenejro” dokonał wcześniej kilku zmian, które w teorii powinny rozruszać nasze boiskowe poczynania. Na placu pojawili się Romanczuk, a potem Prelec, Klynge i Montoia, zmieniając odpowiednio Eryka Kozłowskiego, Rallisa i beznadziejnych w I połowie Lozano i Wdowika. Wydawało się, że teraz to musi „zażreć”, a efekt był taki, jak już wspomniałem, co musiało się skończyć wyrównaniem. W 72. minucie najwyżej w naszym polu karnym wyskoczył wspomniany zmiennik Duje Dujmovic i przy biernej postawie naszych defensorów i Tarasa skierował piłkę głową do jagiellońskiej bramki.
Odpowiedzią białostoczan było wejście na plac Agbonifo, który zmienił zmęczonego Sow’a. Nie wiem, czy to ta zmiana rozruszała naszą ofensywę, ale nagle Jagiellonii zaczęło się chcieć! W 80. minucie lewą stroną pociągnął Kajtek Szmyt, piłka trafiła do Imaza, który strzelił metr obok bramki. Piłkę bohatersko, na nasze szczęście, w polu gry utrzymał jeden z defensorów „Nieczystej”. Ta trafiła do Preleca, który zdobył swoją czwartą bramkę w „ekstraklapie”.
Zaledwie 4 minuty później Jagiellonia wbiła ostatni gwóźdź do „nieczystej” trumny. Bernardo Vital z bliska wpakował piłkę do bramki miejscowych. Jeszcze przez chwilę drżeliśmy z uwagi na możliwość anulowania gola po ewentualnym spalonym Nikiego. Nic takiego jednak nie nastąpiło i „Jaga” wywiozła z Krakowa 3 punkty.
Jagiellonia pod Wawelem przedłużyła serię meczów bez porażki do trzech. To miła odmiana po wcześniejszych seryjnych „wp...ch” w lidze i Lidze Europy. Osobiście nie czuję się jednak zupełnie tym wynikiem uspokojony. W dalszym ciągu w naszej grze jest wiele niedokładności i przestojów. Gramy dobrze, by za chwilę zupełnie stanąć, oddając inicjatywę przeciwnikowi. Najsłabiej w naszym zespole zagrali Lozano, Wdowik i niestety Taras. Dobrze wypadł, jak to ostatnimi czasy bywa, Sow. Na plus także Szmyt, Rallis i jego zmiennik Prelec, Montoia i Klynge.
Mecz z „Nieczystą” z całą pewnością pozwoli „Żółto-Czerwonym” złapać mały oddech przed czekającą nas dalszą częścią maratonu futbolowego. Już w najbliższy czwartek Jagiellonia zagra w Sofii z tamtejszym Lewskim, a w niedzielę w Białymstoku z katowickim GKS. Chciałbym bardzo napisać po tych spotkaniach, iż zwycięska seria „Jagi” została przedłużona do pięciu spotkań!
I tylko mam jeszcze jedną prośbę – Panowie Piłkarze, oszczędźcie mi i innym Kibicom popisów, których byliśmy świadkami w początkowym fragmencie II połowy meczu w Krakowie. Kolejki do kardiologa długie, że o „atrakcjach” związanych z ewentualną wizytą na SOR nie wspomnę.
1:3
-:-