Wróciłem do domu, za oknem zaczęła się burza i siadam do pisania o czymś o czym kiedyś nie przyszłoby mi nawet do głowy. Przeglądając odmęty internetu przeczytałem wpis, że jak byłem nastolatkiem to sprawdzałem wyniki w telegazecie, w tym również ligę szkocką. I w końcu przyszedł 6 sierpnia 2026 roku i mecz Jagiellonii w III rundzie eliminacji do Ligi Europy właśnie z utytułowanym zespołem ze Szkocji.
Na trybunach ponad 19 tysięcy widzów, soldout. Temperatura, jak w tropikach i o 18 rozpoczęliśmy granie. Początek meczu to ponownie trybuny doping i kolejna estetyczna, ładna oprawa UJB nawiązująca wprost do IRONMANA i prosty przekaz. MEN ARE`T BORN, THEY`RE BUILT. Prosty i mocny przekaz.
Niestety już w 4 minucie meczu było niedobrze. Szkoci w swoim stylu przeprowadzili akcję oskrzydlającą, nastąpiło dośrodkowanie z lewego skrzydła i niefartownie piłkę do własnej bramki skierował Montoia. Ciężary na początek meczu stały się faktem.
Jagiellonia nie załamała się i po dosłownie chwili zwątpienia ruszyła do odrabiania strat. I po kilku minutach to nastąpiło. Szmyt zakręcił na swoim skrzydle trzema rywalami, zagrał mocno po ziemi na długi słupek, a piłka ocierając się jeszcze o obrońcę wpadła do siatki Rangersów. Mieliśmy remis.
Kolejne minuty to przejęcie inicjatywy przez gospodarzy, kompletna dominacja pod wodzą Tarasa Romanczuka w środkowej części boiska i pełna kontrola nad meczem. Goście nie wiedzieli co się dzieje. Jagiellonia konstruowała raz za razem akcje ofensywne, które mogły zakończyć się golem. Tak się w końcu stało w 21 minucie meczu. Conceicao wypuścił na prawym skrzydle Preleca, ten zagrał mocno w pole karne, Imaz w idealnej sytuacji trafił w bramkarza, ale do odbitej piłki dopadł Szmyt i zapakował ją do siatki gości. Prowadziliśmy 2:1.
W 37 minucie meczu powinno nastąpić podwyższenie wyniku. Conceicao dostał piłkę na wolne pole od Imaza, idziemy 3 na 1 i Rodrigo ostatecznie kończy tą akcję uderzeniem bardzo nieudanym w boczną siatkę bramki. To powinien być gol. W chwilę po tej akcji Kobayashi idealnie wyłuskał piłkę napastnikowi Rangersów.
Po przerwie Jagiellonia ruszyła po kolejne bramki. W 47 minucie meczu nam z trybun wydawało się, że Prelec był faulowany i sędzia powinien wskazać na jedenasty metr przed bramką Szkotów. Arbiter z Czarnogóry był jednak tego wieczoru bardzo pobłażliwy i puścił tę akcję, jak i kilka innych w trakcie całego spotkania, gdzie przynajmniej powinny się one zakończyć ukaraniem zawodnika żółtym kartonikiem.
Im bliżej do końca meczu trudy aury i wysiłek fizyczny powodowały, że JAgiellonia mocno cofnęła się do obrony i bardziej przeszkadzała przeciwnikowi licząc na kontry niż mozolnie budując swoje akcje. W 61 minucie po jednej z takich kontr Imaz podał do rywala zamiast obsłużyć jednego z kolegów. Sześć minut później nasz Jesus powinien strzelić gola. Dostał piłkę i mając jedynie bramkę przed sobą fatalnie spudłował.
Rangersi próbowali odmienić obraz gry, ale dobrze ustawiona w obronie JAgiellonia nie pozwalała na zbyt wiele. Tak naprawdę to dopiero strzał w słupek w doliczonym czasi gry pokazał, że przyjezdni umieją grać z przodu.
Na całe szczęście tak się nie stało. Jagiellonia wygrała 2:1 i jedzie do Szkocji ze skromną zaliczką. Wszystko przed nami i wierzymy, że uda się ograć renomowanego rywala i przejść do kolejnej rundy eliminacji.
2:1
-:-