Może nie całego spotkania, ale już z całą pewnością jego pierwszej połowy, kiedy to „Żółto-Czerwoni” przypuścili prawdziwy szturm na bramkę strzeżoną przez rumuńskiego golkipera „Papricones” Valentina Cojocaru. Muszę przyznać, iż po ostatnich naszych spotkaniach, które charakteryzowały się popularnym „męczeniem buły”, w sobotni wieczór przecierałem ze zdumienia oczy! Gra „Jagi” powodowała, że pewne części ciała (ci, którzy znają „twórczość” nieodżałowanego śp. Wojciecha Łazarka, wiedzą jakie) same składały się do oklasków!
Chwilami wyglądało to tak, jakby nasi zawodnicy chcieli wynagrodzić swoim kibicom indolencję strzelecką, którą „zasłynęli” w poprzednich meczach. Wystarczy wspomnieć, iż w trakcie I połowy Jagiellończycy zasypali bramkę przyjezdnych prawdziwym gradem strzałów, oddając ich bodaj 14, z czego aż 11 było celnych. A że tylko dwa z nich znalazły drogę do „paprykarzowej” siatki, więc do przerwy mogliśmy się cieszyć jedynie ze skromnego 2:1.
Gwoli kronikarskiego obowiązku wspomnę, iż gole dla „Jagi” padły po uderzeniach Kajetana Szmyta i Afiego Pululu. Szczególnie cieszy gol zdobyty przez naszego młodego skrzydłowego, bo były to jego pierwsze liczby w nowym zespole. Oczywiście jeśli nie liczyć strzału w meczu z „leee...wiadomo czym”, po którym z dobitki bramkę zdobył Pululu. Brawo Kajtek!
Zresztą ogólnie gra najdroższego nabytku Jagiellonii w historii wyglądała wreszcie tak jak trzeba i oby tak już zostało. A że do jego poziomu dostosowali się niemal wszyscy piłkarze wyjściowego składu „Jagi”, to w 32. minucie po przepięknej zespołowej akcji, w której główne role odegrali Wojtuszek i Pozo (który dalej nie podnosi głowy przy dośrodkowaniach :-) ), „Afi” trafił do pustej bramki na 2:0.
Wielka szkoda, że w pierwszych 45 minutach piłki w siatce nie udało się zmieścić Imazowi czy Lozano po przepięknej bombie frunącej w samo okienko szczecińskiej bramki. I wówczas o wzrost poziomu adrenaliny u naszych kibiców postanowił zadbać Bernardo Vital, który w idiotyczny sposób stracił piłkę przed własnym polem karnym, co bezlitośnie wykorzystał napastnik przyjezdnych Cuic. Był to jedyny celny strzał „Papricones” na naszą bramkę w pierwszych 45 minutach!
Jednak, jako że nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być gorzej, druga połowa w wykonaniu Jagiellonii nie była już tak zjawiskowa i chwilami pod naszą bramką zaczynało się całkiem solidnie kotłować. Szczególnie podobała mi się gra młodziutkiego Natana Ławy, który naprawdę wyróżniał się na tle „zaciężnej armii” szczecińskiego szacha Alexa H.
To jednak nie Ława, a Agger sprawił, że trybuny przy Słonecznej zamilkły na chwilę w 83. minucie. W wydawałoby się niegroźnej sytuacji oddał on idealny strzał z naszego lewego skrzydła i „ni z gruchy, ni z pietruchy” zrobił się remis 2:2. Na szczególną uwagę zasługuje w tej akcji próba wyblokowania tego strzału w wykonaniu Jóźwiaka i Leivy, którzy zmienili Szmyta i Imaza. Jeśli mają tak pozorować grę, to niech się lepiej na placu gry nie pokazują!
„Nadejszła” jednak 90. minuta. I 16. sekunda zresztą… Po dość średnio wykonanym przez Leivę kornerze zderzyć się we własnym polu karnym postanowili bardzo dobrze grający dotychczas Cojocaru i bodaj Keramitsis. To wystarczyło, aby bezpańską piłkę do bramki głową wpakował Vital, który odkupił tym samym swój idiotyczny błąd z końca I połowy.
Na trybunach zapanowała euforia, bo trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że te 3 punkty „Jadze” należały się jak psu przysłowiowa buda! Przy okazji – dawno też nie widziałem tak żywiołowej reakcji trenera Siemieńca, który już po meczu wygłosił płomienną mowę do kibiców zgromadzonych na Ultrze.
Panowie Piłkarze! Jeśli będziecie do końca sezonu grać tak jak w pierwszych 45 minutach sobotniego spotkania, to naprawdę ten sezon nie musi być jeszcze dla Jagiellonii stracony! Ale pamiętajcie proszę, że mecz trwa 90 minut i nie zawsze przeciwnik będzie nam prezentować takie „babole”, jak w sobotę zrobili to „Papricones”.
Na koniec już tak tytułem żartu. Może ten wynik wymodlili niektórzy koledzy, którzy tego dnia udali się w pieszą pielgrzymkę do Krypna, gdzie ponoć podczas odprawianej mszy ksiądz podawał aktualny rezultat meczu przy Słonecznej? Jeśli tak, to ja myślę, że Wy Panowie może bardziej skupcie się na pielgrzymowaniu, bo jak widać „Jaga” potrzebuje także wsparcia z niebios ;-)!
3:2
-:-