Fox | 7 Marca 2026 g. 20:14
W piątkowy wieczór, 6 marca br. o godzinie 20.30, w meczu rozgrywanym na Polsat Plus Arena w Gdańsku Jagiellonia uległa miejscowej Lechii 0:3. Gole dla miejscowych strzelili Rifet Kapić (43`) i Aleksandar Ćirković (81`, 94`). I tyle.
Najchętniej w tym miejscu zakończyłbym relację z tego spotkania, bo na mecz ten w wykonaniu „Jagi” trzeba by spuścić szczelną kurtynę milczenia. Długo zastanawiałem się, co i jak jeszcze o tych zawodach napisać. Zwyczajnie uważam, że coś się jednak – w przeciwieństwie do flagowej przyśpiewki polskich kibiców – stało i parę słów w temacie muszę „uronić”.
Podobnie jak chyba wszyscy kibice Jagiellonii zastanawiam się, jak to jest, iż drużyna, która osiem dni wcześniej rozsmarowuje na jej boisku Fiorentinę, a następnie toczy heroiczny bój z „leee... wiadomo czym”, nagle staje się potulnym baranem idącym pod gdański topór? Już przed meczem w oczy rzuciła mi się „ławeczka” naszej drużyny, bo ławką rezerwowych tego mebla nazwać nie można. Tak z pamięci to brakowało na niej: Lozano, Jóźwiaka, Vitala, Flacha, Rallisa, Stojinovicia i Piekutowskiego. Być może kogoś pominąłem. Pamiętam jednak, gdy w trakcie sezonu mistrzowskiego 2023/2024 byłem pełen podziwu dla stabilności naszego składu. Nawet jeśli ktoś z niego wypadał, to było to najczęściej następstwem pauzy za żółte lub czerwone kartki. Tymczasem teraz mamy w drużynie pełen katalog nieobecności, o przyczynach których (faktycznych i domniemanych) nawet nie chce mi się już pisać. Doszło do tego, że „d” na skrzydłach ratować nam musieli sprowadzeni zimą w ramach transferów „last minute” Leiva i Szmyt. Dodajmy, iż byli oni chyba naszymi najlepszymi zawodnikami na boisku. To chyba o czymś świadczy.
A jak na nim było? Koń jaki jest, każdy widzi, jak mawia bardzo mądra średniowieczna definicja tego zwierzaka. Od początku widać było, kto jest zmotywowany, kto walczy, kto ma kontrolę nad piłką (nie mylić z jej bezsensownym posiadaniem) i kto dąży do strzelenia goli. Jagiellonię w tym aspekcie opanowała jakaś zastanawiająca niemoc. Z wyjątkiem florenckiego cudu w wykonaniu Mazurka „Jaga” w ostatnich czterech (!!!) meczach ligowych zdobyła ich całe… trzy. Z Cracovią okrągłe zero (0:0), jeden u siebie z Radomiakiem (1:1), dwa w poprzedniej kolejce (2:2 z „leee... wiadomo czym”), no i wczoraj ponownie „ziroł”. Czy tak gra drużyna, która ma się liczyć w walce o tytuł mistrza Polski?
Ja wiem, że mamy ultra dobry terminarz. Tylko co z tego, skoro my najzwyczajniej w świecie nie potrafimy strzelać goli? Jesteśmy w tej kwestii uzależnieni od Pululu i Imaza jak narkoman od codziennej „działki” białego proszku. Tymczasem nasze „strzelby” odpalają ostatnio nader niechętnie, a kolejki do zastąpienia ich jakoś nie widać. Skoro w ofensywie mamy zależeć od zawodników, którzy dołączyli do „Jagi” za przysłowiowe „pięć dwunasta”, czy od młodziutkiego Bartka Mazurka, to ja naprawdę mało optymistycznie to widzę.
W defensywie też nie ma aktualnie zbyt wielu powodów do radości. Sławek Abramowicz dramatycznie obniżył loty i w niemal każdym spotkaniu serwuje nam „babola” (wczoraj odpowiedzialność za gola nr 3 dla Lechii spada w dużej mierze na jego barki). Na lewej obronie na faworyta do obsady tej pozycji wyrasta powoli Montoia, czyli kolejny nowy nabytek. Na prawej stronie alternatywy dla Wojtuszka nie ma, bo z całą pewnością nie jest nią Alex Pozo. On nie jest alternatywą na nic. Z pięciu nominalnych stoperów gramy sprowadzonym w ostatnim okienku Konstantynopulosem (on akurat się wyróżnia) i Pelmardem (który akurat w piątek „gave a body” – dał ciała przy bramce nr 1 dla miejscowych). Nawet Taras zresztą przy golu Kapicia nie popisał się, co raczej regułą nie jest. Naprawdę już sam nie wiem, co o tym wszystkim sądzić.
Jak już wspomniałem, mamy mega dobry kalendarz pozostałych spotkań, z których większość rozgrywamy w Białymstoku. I to z głównymi konkurentami do trofeum. Odpadliśmy z europejskich pucharów, więc możemy się skoncentrować tylko na rozgrywkach ligowych. Może wykuruje się kilku kontuzjowanych zawodników, których – szczególnie w formacjach ofensywnych – zwyczajnie brakuje? Cóż pozostaje szaremu kibicowi „Jagi”, jak nie wiara? Życzę nam wszystkim, aby nikomu jej w nadchodzących tygodniach nie zabrakło.
Fox