Pamiętne daty - cz.II
Dżacek  |  1 Lutego 2015  g. 11:14


Tuż przed zakończeniem tego niezwykle udanego dla nas roku 2007, czas na część drugą „Pamiętnych dat” widzianych moimi oczami. 9. sierpnia, w 20.rocznicę pierwszego meczu Jagiellonii w Ekstraklasie wspominałem właśnie to wydarzenie, powracając przy tym do lat poprzedzających to niezapomniane wydarzenie, a będących w mej pamięci. Mam nadzieję, że nie zanudzę Was, przedstawiając najnowszą historię drogi naszego klubu na piłkarski krajowy szczyt.
Powróćmy więc do tego momentu, na którym zakończyłem swój poprzedni tekst, a mianowicie do początku sezonu 1987/1988. Remis na inaugurację z wielkim Widzewem dawał wielką nadzieję na zwojowanie przez naszych piłkarzy najwyższego szczebla rozgrywek w Polsce. Niestety, jak to często bywa, rzeczywistość stała się zgoła inna. Mimo, iż w większości nasi wychowankowie (jedynym „stranieri” był Jerzy Leszczyk, pozyskany z Widzewa) byli równorzędnymi rywalami dla ogranych w ekstraklasie zespołów, po czterech kolejkach spotkań mieli w swym dorobku zaledwie ten jeden punkcik zdobyty na inaugurację rozgrywek i Jaga zajmowała zagrożoną spadkiem 14. pozycję, na której też znalazła się na zakończenie rundy jesiennej. Po dziesięciu kolejkach nastąpiła zmiana szkoleniowca. Twórcę wielkiego i historycznego sukcesu Janusza Wójcika zmienił dotychczasowy jego asystent Mirosław Mojsiuszko. Znający naszych piłkarzy od podszewki trener, który jeszcze niedawno sam grał w Jadze miał ciężkie zadanie przed sobą, by uratować zespół od degradacji. Na wiosnę Jagiellonia w końcu przełamała się na wyjazdach, a gdy do tego dołożyła wygrane w Białymstoku, powoli zaczęła się piąć w górę tabeli. Przełomowa okazała się 25. kolejka, kiedy to w Zabrzu żółto-czerwoni pokonali lidera rozgrywek, Górnik – 3:2. To kolejny mecz, który doskonale pamiętam. Byłem wówczas jak co drugi tydzień, na Suraskiej, pod redakcją Gazety Współczesnej i wspólnie z wieloma innymi kibicami wpatrywałem się w okno na pierwszym piętrze budynku, gdzie na zwykłych kartkach papieru wywieszany był aktualny wynik. Pamiętam jak dziś, jakie poruszenie na ulicy wywoływało jakiekolwiek zadrganie wiszącej w oknie firanki lub też dźwięk dzwoniącego telefonu. To były chwile, kiedy można było się spodziewać zmiany wyniku. Podczas tego meczu, pod redakcją nie było gdzie przysłowiowej szpilki wcisnąć. Wraz z kilkoma tysiącami innych kibiców Jagi przeżywałem niesamowite wręcz emocje. Najpierw 1:0 dla Jagi po strzale Jacka Bayera, do przerwy 1:1, bo wyrównał Jan Urban, a w drugiej połowie: euforia po strzale Darka Czykiera, chwila zwątpienia po wyrównującym golu Komornickiego, aż w końcu ponowny wybuch radości po bramce zdobytej przez Mariusza Lisowskiego, spotęgowany siedem minut później po ostatnim gwizdku sędziego. Ta sensacyjna wygrana w Zabrzu wydźwignęła nasz zespół na 8. miejsce w tabeli, które też padło naszym łupem na zakończenie pierwszego, historycznego sezonu Jagiellonii w ekstraklasie.
Rozgrywki 1988/1989 to także 8. miejsce w tabeli, choć tym razem ani przez moment obecność Jagi w elicie polskich drużyn nie była zagrożona, a obecność na stadionie przy Słonecznej była wręcz obowiązkiem dla każdego pasjonującego się w regionie piłką nożną. Frekwencja nie spadała poniżej 20 tysięcy głów, a na najciekawszych spotkaniach było ich ponad 30 tys. Do dziś ciarki mi po plecach przechodzą jak wspominam te niezwykle donośne wspólne okrzyki całości trybun: „Ja-giel-lonia” bądź „Be-Ka-Es”. Ci nasi niesamowici wręcz kibice, dwukrotnie wówczas z rzędu wygrywali w prestiżowym plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najlepszą widownię I ligi. Jednak nie mecze ligowe w tym sezonie zapamiętałem najbardziej, a rozgrywki Pucharu Polski. Nasz zespół szedł w nich jak burza, eliminując po drodze Chrobry Głogów, Stal Stalowa Wola, Bałtyk Gdynia i Ruch Chorzów, by w finale zmierzyć się z faworyzowaną Legią Warszawa. Przepełniony pociąg z Białegostoku wjechał 24 czerwca 1989 roku na stację w Olsztynie i żółto-czerwoni kibice opanowali tego dnia stolicę Warmii i Mazur. To kolejna data chwała naszego klubu. Według wielu fachowców, to był najlepszy finał w historii rozgrywek Pucharu Polski. Mnóstwo emocji i goli, ale niestety pojedynek przegrany przez jagiellończyków 2:5. Niemniej jednak wszyscy w Polsce przed telewizorami jak i Ci zgromadzeni na trybunach olsztyńskiego stadionu mogli podziwiać finezyjne akcje naszych piłkarzy, w tym ta, zakończona celnym strzałem Jacka Bayera na 2:4, po której zupełnie bezradna była obrona Legii wraz z ich bramkarzem, którą przypominamy na poniższym filmiku:




Szkoda tylko szybko straconych trzech bramek, bowiem wynik końcowy mógł być zdecydowanie odmienny.
Dwukrotnie zajęta pozycja w środku pierwszoligowej tabeli i zdolna młodzież, która zdobyła pierwszy dla klubu tytuł Mistrzostw Polski Juniorów Starszych chyba przyćmiła oczy ówczesnym działaczom klubu z Jurowieckiej. Z dziecinną łatwością pozbyto się przed sezonem 1989/1990 dotychczasowych filarów naszej drużyny. Z klubu odeszli latem Jacek i Dariusz Bayerowie, Jarosław Michalewicz, Mariusz Lisowski i Jerzy Leszczyk. Jeśli do tego dodamy, że nieco wcześniej karierę zakończył zdecydowany lider drużyny Henryk Mojsa, w przerwie zimowej do Legii powędrował Dariusz Czykier, a przez dłuższy czas nie mogli występować z powodu kontuzji Mirosław Sowiński i Andrzej Kulesza, to w trzecim sezonie naszej gry w ekstraklasie występowała już zupełnie inna drużyna. Chcąc uzupełnić skład włodarze z Jurowieckiej sprowadzili pierwszych w polskiej lidze zawodników z zagranicy, litwinów: Algisa Mackieviciusa, Valdasa Kasparaviciusa i Gintarasa Kviliunasa. Na nic to jednak się nie zdało i Jagiellonia po trzech latach rywalizacji z najlepszymi opuściła szeregi pierwszoligowców zajmując w tabeli ostatnie miejsce.
Sezon 1990/1991 to walka Jagiellonii od pierwszej do ostatniej kolejki o jak najwyższe miejsce. Kolejny zaciąg piłkarzy zza wschodniej granicy, tym razem z Białorusi okazał się trafniejszy od poprzedniego, bowiem zarówno Siergiej Niefiodow, jak i Siergiej Sołodownikow byli ważnymi ogniwami ówczesnej drużyny. Zakończyło się ostatecznie trzecim miejscem w tabeli i barażami z ostatnią drużyną ekstraklasy – Zagłębiem Sosnowiec. Powrót do I ligi po zwycięstwie w pierwszym, wyjazdowym meczu 2:0 wydawał się być w zasięgu ręki, jednak w rewanżu kilkanaście tysięcy widzów przeżyło wielką gorycz przegranej. Po 120 minutach gry 0:2, a w rzutach karnych 2:4 i czekał nas kolejny sezon w drugoligowym gronie.
Przez całe rozgrywki 1991/1992 trwał zażarty bój o dwa pierwsze miejsca gwarantujące występy w ekstraklasie, jednak po emocjonującym finiszu znów mogliśmy się cieszyć z awansu, a towarzyszyła nam w tym Siarka Tarnobrzeg.
Niestety, ten awans odbił się w historii naszego klubu wielką czkawką. Z zespołu odeszli kolejni ważni piłkarze: Andrzej Ambrożej i Robert Grzanka, brakowało odpowiednich wzmocnień i dziewięć punktów w 30. spotkaniach sezonu 1992/1993 oznaczało degradację z wielkim hukiem.
Kolejne sezony to powolne staczanie się w dół na piłkarskiej mapie Polski naszego zespołu:
1993/1994 – 10. miejsce w II lidze
1994/1995 – 12. miejsce w II lidze
W sezonie 1995/1996 nasz zespół spadł o kolejną klasę rozgrywkową, jednak pomogła mu w tym wydatnie piłkarska centrala. Nie po raz pierwszy panowie z Miodowej pokazali jak bardzo nie lubią naszego klubu. Otóż Zarząd PZPN, wbrew stworzonemu przez siebie regulaminowi rozgrywek podjął niekorzystną dla Jagi decyzję utrzymującą w mocy rezultat bezbramkowy meczu z Motorem Lublin. Okazało się, że w Polsce, w odróżnieniu od całego piłkarskiego świata może grać zawodnik, który powinien pauzować za nadmiar żółtych kartek. Leśne dziadki jednak tłumaczyły, że ów zawodnik grał przez trzy ostatnie minuty i nie miało to znaczenia na końcowy wynik meczu. Co najgorsze, od tej decyzji nie było odwołania i w kolejnym sezonie wśród trzecioligowców znalazł się zespół, który jeszcze nie tak dawno zachwycał całą Polskę, a teraz popadał w coraz większy kryzys finansowy. W tych warunkach jasne było, że nie zatrzymamy najlepszych wychowanków w postaci min. Tomka Frankowskiego, Marka Citko i Daniela Bogusza, Bartosza Jurkowskiego i Jacka Chańko. Ubyli też ostatni piłkarze z tych najlepszych czasów, czyli Jarosław Bartnowski i Wiesław Romaniuk.
Ta sytuacja sprawiła, że nie tylko nasza Jagiellonia spadła do rozgrywek regionalnych, ale w sezonie 1996/1997 straciła też miano najlepszej drużyny miasta, bowiem na 3. pozycji w tabeli III ligi uplasował się Hetman, wyprzedzając Jagę o trzy miejsca .
Sezon 1997/1998 to rok reorganizacji rozgrywek. Ósme miejsce Jagiellonii na ich koniec oznaczało zepchnięcie ich niemalże do piłkarskiego „piekła” – IV ligi makroregionalnej.
Rozgrywki 1998/1999 to walka nie tylko z przeciwnikami, ale i też z pustą kasą w klubie piłkarzy z Jotką na piersi. Na koniec tego jakże smutnego sezonu nasza drużyna uplasowała się na czwartej pozycji, a oczko wyżej sklasyfikowani zostali gracze KP Wasilków. Mało kto pamięta, ale ja w tym miejscu przypomnę, jacy gracze byli podstawowymi zawodnikami ówczesnej Jagi: Korniluk - Michaluk, Wawrzeniuk, Grabowski, Kisielewski, Ostrowski(k), Petruk, Popławski, Tomar, Pawluczuk. Tak jak byłem podczas największych tryumfów naszej drużyny, tak i pod koniec XX wieku przychodziłem na wszystkie mecze rozgrywane wówczas przy nie zapełnionych trybunach macierzystego stadionu przy Jurowieckiej. I tak jak po koniec lat osiemdziesiątych, po ostatnim gwizdku sędziego, już nie mogłem się doczekać kolejnego pojedynku Jagiellonii. Cały czas, mimo tych bardzo ciężkich chwil wierzyłem, że te piękne czasy kiedyś jeszcze powrócą. A oto moi bohaterzy z tego IV-ligowego sezonu na rodzinnej fotografii:

Pierwszy krok ku odrodzeniu się Jagiellonia zrobiła dzięki wejściu do niej „Wersalu Podlaskiego” i połączeniu się przed rozgrywkami 1999/2000 z ekipą KP Wasilków. Mimo zajęcia w lidze drugiego miejsca, tuż za Zniczem Pruszków, nasza drużyna dostała szansę gry w barażach, którą też skwapliwie wykorzystała, pokonując dwukrotnie Spartę Szepietowo – 2:0 i 3:1. Zrobiono w ten sposób krok do wyjścia z piłkarskiej otchłani i mogliśmy świętować dawno oczekiwany awans. Nawet taki awans do III ligi, w ówczesnych czasach cieszył kibica jakby jego klub zdobył coś znacznie większego.
XX wiek pożegnaliśmy awansem, nie inaczej też przywitaliśmy XXI wiek. Po raz kolejny Jagiellonia zajęła 2. miejsce w tabeli, ale tym razem to nie baraże zdecydowały o powrocie Jagi do II ligi. Ustąpiliśmy wtedy drużynie Legii II, a że między dwoma drużynami tej samej drużyny musiała być co najmniej różnica dwóch klas rozgrywkowych, ponownie do Białegostoku zaczęły zjeżdżać drużyny z zaplecza ekstraklasy, po pięciu latach przerwy. Głównymi ogniwami tej drużyny byli tacy zawodnicy jak min.: Mirosław Dymek, Dariusz Prokop, Marcin Manelski, Mariusz Bańkowski, Krzysztof Łągiewka, Jacek Markiewicz, Ryszard Ostrowski, Łukasz Tupalski, Krzysztof Zalewski, Robert Speichler, Sławomir Głębocki, Zbigniew Szugzda i Marcin Danielewicz, a do awansu poprowadził ich trener Tadeusz Gaszyński.
Sezon 2001/2002 okazał się jednak wielkim rozczarowaniem dla białostockich fanów. Nawet zatrudnienie byłego trenera reprezentacji Wojciecha Łazarka i jego zaciąg zawodników z kraju nie pomogło w utrzymaniu się. Co prawda, ostatecznie degradacja spotkała nasz zespół w ostatniej kolejce podczas meczu ŁKS-u z Lechem w Łodzi, ale nie zmienia to faktu, że gra podopiecznych popularnego „Baryły” nie zachwycała. Znów powróciliśmy niestety do trzecioligowych rywali.
Po rundzie jesiennej sezonu 2002/2003 Jagiellonia znajdowała się na trzecim miejscu w tabeli III ligi, ustępując zespołom Gwardii Warszawa i rewelacyjnie spisującej się jesienią Warmii Grajewo. Jednak wiosna była już tylko nasza. 11 zwycięstw i tylko 4 remisy dały żółto-czerwonym aż dziewięć punktów przewagi nad zespołem ze stolicy i ponowny awans do II ligi. Miejmy nadzieję, że był to ostatni sezon naszej drużyny na tak niskim szczeblu rozgrywek.
Sezon 2003/2004 rozpoczęliśmy ze znanym dla beniaminków impetem i do 10. kolejki utrzymywaliśmy się na fotelu lidera. Rundę jesienną zakończyliśmy na 7. miejscu, a całe rozgrywki na dziewiątym. Zaczęły się pojawiać pierwsze głosy o rychłym powrocie zespołu w szeregi pierwszoligowców, jednak kolejny start na drugoligowym froncie zakończył się szóstą lokatą, choć na początku nie było za różowo, bowiem przez pierwszych dziewięć kolejek ani razu nasz zespół nie potrafił pokonać swych rywali i oscylował wokół miejsc 15-17. Gdyby nie te fatalne mecze z początku rozgrywek w wykonaniu naszych piłkarzy, już wówczas mielibyśmy Jagę w OE. Ale co się odwlecze, to...
Pierwsze spotkanie rozgrywek II ligi 2005/2006 to pamiętny remis w Gdańsku z Lechią 1:1, a po zwycięstwie u siebie ze Śląskiem Wrocław 2:0 nasi gracze usadowili się wygodnie w fotelu lidera, który oddali dopiero w przedostatniej kolejce rundy jesiennej. Drugie miejsce na półmetku sprawiało, że w Białymstoku już przygotowywano się na powitanie ekstraklasy. Niestety, wiosna była fatalna, patrząc na cel, jaki postawiono drużynie w przerwie zimowej. Rzutem na taśmę, po pamiętnym meczu w Sosnowcu, wygranym przez Jagiellonię 2:1 zajęliśmy 3. miejsce, dające prawo gry w barażach. O meczach z Arką Gdynia wolelibyśmy chyba nie pamiętać... Cóż, trzeba było spróbować jeszcze raz.
Od początku sezonu 2006/2007 Jagiellonia nie spadła poniżej 5. miejsca, liderowała w tabeli po 2,3 i 4. kolejce. Co tydzień mogliśmy oglądać zażarty bój pięciu drużyn o dwa miejsca premiujące bezpośrednim awansem i o dwa kolejne- barażowe. Po raz kolejny do historii Jagiellonii wpisał się wyjazd naszego zespołu i ponad 1000 wiernych fanów do Sosnowca. I tu pada kolejna ważna data w historii Jagi. 04.06.2007 to dzień jagiellońskiej wiktorii i trzeciego w historii awansu do ekstraklasy. Wyjazdowe zwycięstwo 1:0 nad bezpośrednim rywalem do awansu sprawiło, że Jagiellonia znów znalazła się wśród najlepszych drużyn w kraju. Szaleństwo fanów miało swe apogeum pięć dni później, kiedy to po remisie na Słonecznej z Unią Janikowo cała żółto-czerwona brać ruszyła wraz z piłkarzami i sztabem szkoleniowym na Plac Uniwersytecki, by wspólnie świętować tak od dawna wyczekiwany awans.

W tym czasie mieliśmy już na naszym stadionie podgrzewaną murawę, na Słoneczną znów zaczęły się pojawiać tłumy żywo reagujących i głośno dopingujących kibiców. Właśnie o tym marzyłem siedem lat wcześniej, kiedy to Jaga znalazła się niemalże na dnie. Jak widać, wiara czyni cuda, a marzenia się spełniają. W dobie internetu, wokół nas pojawia się mnóstwo „kibiców”, którzy po jednej porażce wieszają przysłowiowe psy na piłkarzach, trenerze, prezesach, itp. Są to zazwyczaj młodzi ludzie i właśnie przede wszystkim dla nich napisałem trochę historii Jagiellonii. Nie życzę im ani sobie tego, czego sam byłem świadkiem. Mam jednak nadzieję, że choć część z nich zrozumie, czym są dla prawdziwego kibica barwy i symbole klubu, dla którego kibicują teraz oraz że będą się identyfikować z Jagą także wtedy, gdy będzie jej pod górkę.
Obecny sezon zaczęliśmy w ekstraklasie lepiej niż w pierwszym, historycznym sezonie. Osiem pierwszych kolejek i bezpieczne 11. miejsce w tabeli, aż nastąpiła kolejna ważna data w historii klubu.
29.09.2007 i o dziwo los spłatał nam figla, bowiem w ten sposób zamknęło się koło ważnych i pamiętnych dla mnie dat z historii naszego klubu, jaką pamiętam. Oto bowiem, naprzeciw Jagiellonii
w rozgrywkach ekstraklasy znów stanął łódzki Widzew. Ale mecz ten stał się niezwykły z innego powodu. Nad obiektem na Słonecznej rozbłysły cztery jupitery i po raz pierwszy w historii naszego miasta mogliśmy obejrzeć piłkarskie widowisko w tejże scenerii.

Było blisko powtórzenia wyniku sprzed dwudziestu lat, ale heroiczna postawa żółto-czerwonych pozwoliła na świętowanie nie tylko z okazji świateł, ale i też ze zwycięstwa nad Widzewem 2:1. Od tego też spotkania gra podopiecznych trenera Artura Płatka znacznie się poprawiła i postęp w niej było widać nawet w przegranym w następnej kolejce meczu z Wisłą w Krakowie 0:5. Po wizycie u stóp Wawelu Jagiellonia trenera Płatka odniosła najdłuższą passę sześciu meczów bez porażki w ekstraklasie, odnosząc przy tym najpierw najwyższe zwycięstwo wyjazdowe (3:1 w Wodzisławiu Śląskim z Odrą) i najwyższe w ogóle, w niezapomnianym spotkaniu z Lechem w Białymstoku – 4:2.
Niech nas nie łamie ostatnia porażka w Grodzisku, bowiem jest naprawdę dobrze. Dzisiejsza Jagiellonia potrzebuje prawdziwych kibiców, którzy są bez względu na wszystko z nią. Zarówno podczas odnoszonych ostatnich sukcesów, jak i złych chwil, których nadejścia nigdy nie można wykluczać. Ja jestem z Jagą na dobre i na złe i to od wielu już lat. Czy Wy się też do mnie przyłączycie? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Waszym sumieniom, sercu i wszystkim , którzy przeczytali te słowa od początku do końca.

Z jagiellońskim pozdrowieniem:
Dżacek


Zdjęcie drużyny z sezonu 1998/1999 pochodzi z jagiellonia.neostrada.pl
 
 
 
 
Klub
M
PKT
BR
1
Legia Warszawa
21
38
28-21
2
Górnik Zabrze
20
36
40-28
3
Jagiellonia Białystok
21
36
29-24
4
Lech Poznań
20
33
27-15
5
Arka Gdynia
21
31
26-20
6
Wisła Kraków
20
31
29-24
7
Korona Kielce
21
31
32-28
8
Wisła Płock
21
30
26-27
9
Zagłębie Lubin
20
29
29-23
10
Śląsk Wrocław
21
27
26-31
11
Lechia Gdańsk
21
24
30-33
12
Bruk-Bet
20
21
22-30
13
Sandecja Nowy Sącz
21
21
20-30
14
Piast Gliwice
21
20
22-31
15
Cracovia
20
19
24-32
16
Pogoń Szczecin
21
17
21-34
 
 
Bramki
Zawodnik
5
Arvydas Novikovas
4
Taras Romanczuk
4
Łukasz Sekulski
4
Cillian Sheridan
3
Fedor Cernych
2
Przemysław Frankowski
2
Karol Świderski
1
Martin Pospisil
1
Piotr Wlazło
1
Bartosz Kwiecień
 
 
 
 
Partnerzy
 
 
Znajdź nas na:
Partnerzy
 
 
© 2004-2017 jagiellonia.net. Wszelkie prawa zastrzeżone


Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.